Выпуск 55

Bilingua / Билингва

Стихи

Черубина де Габриак

 

Cherubina de Gabriack                                     

Черубина
де Габриак

* * *

Na tym zesłaniu niełaskawym,
pośród przeklętych murów żyję.
Siateczka żyłek niebieskawych        
na białych dłoniach mych się wije.

Liczę paciorki różańcowe,
    serce me gorzkim jest migdałem.
Za kratą, kropelki deszczowe
spływają po szybie zmętniałej.

I żadnym z Ronsarda sonetów,
mojego smutku  nie rozproszę.
Ja wszystkie utwory poetów,
od dawna w mej pamięci noszę.

Za oknem ciemna noc zapadła,
nic nie rozproszy smutku dzisiaj.
Księżniczka w niełaskę popadła,
zabrano jei nawet trefnisia.

(1909)

* * *

Я — в истомляющей ссылке,
в этих проклятых стенах.
Синие, нежные жилки
бьются на бледных руках.

Перебираю я четки,
сердце — как горький миндаль.
За переплетом решетки
дымчатый плачет хрусталь.

Даже Ронсара сонеты
не разомкнули мне грусть.
Все, что сказали поэты,
знаю давно наизусть.

Тьмы не отгонишь печальной
знаком Святого Креста,
а у принцессы опальной
отняли даже шута.

 

* * *

W głębokich bruzdach moich dłoni,
Swego życia czytam wyroki.
W nich trakt ku Mistycznej Koronie
I ludzkiej śmierci sens głęboki.

W złowieszczym pierścieniu Saturna,
Życie i miłość się splątały…
Jaki też los mi wskaże urna,
Od jakiej krew popłynie strzały?

Szkarłatną spłynę w ziemię rosą,
Spaliwszy usta ziemskim żarem,
Czy może nogi mnie poniosą,
Pod Róży i Krzyża sztandarem?

(1909)

 

* * *

В глубоких бороздах ладони
Читаю жизни письмена:
В них путь к Мистической Короне
И плоти мертвой глубина.

В кольце зловещего Сатурна
С моей судьбой сплелась любовь…
Какой уронит жребий урна?
Какой стрелой зажжется кровь?

Падет ли алою росою,
Земным огнем спалив уста?
Иль ляжет белой полосою
Под знаком Розы и Креста?

1909 г.

 

SPOWIEDŹ

Szybko zdjęte rękawiczki,
Zachowały kształt mych rąk.
Na posadzce, skraj spódniczki,
W czarny się ułożył krąg.

Płynęły szepty stłumione
Od konfesjonałów krat.
Na me rysy wyostrzone,
Blask woskowych świeczek padł.

Patrzyłam, jak w świetle drżącym,
Połyskuje kuty brąz;
Nie słyszałam słów karcących,
Które szeptał stary ksiądz.

Poprawiając spinkę złotą,
W myślach pogrążyłam się;
Z jaką naiwną prostotą,
Ksiądz o grzechy pytał mnie!

Piekło mnie już nie uwiedzie,
Spokój duszy doda sił.
Lecz jak słodko się dowiedzieć,
Czym grzech pierworodny był…

1909

ИСПОВЕДЬ

В быстро сдернутых перчатках
Сохранился оттиск рук,
Черный креп в негибких складках
Очертил на плитах круг.

В тихой мгле исповедален
Робкий шепот, чья-то речь.
Строгий профиль мой печален
От лучей дрожащих свеч.

Я смотрю игру мерцаний
По чекану темных бронз
И не слышу увещаний,
Что мне шепчет старый ксёндз.

Поправляя гребень в косах,
Я слежу мои мечты, —
Все грехи в его вопросах
Так наивны и просты.

Ад теряет обаянье,
Жизнь становится тиха, —
Но как сладостно сознанье
Первородного греха…

1909 г.

* * *

                                 S.Makowskiemu

Kwiaty od Ciebie na stole
Z mej Hiszpanii ziem rodzonych…
Ja te kwiaty zamknę w kole
Moich marzeń niespełnionych.

I smutnymi spojrzeniami
Zaczaruję czerwień ciemną,
Abyś z tymi goździkami
Zjawił się także przede mną.

Lecz jak powiem to co czuję?
Słowa są zbyt hałaśliwe. –
Niech więc tylko mnie raduje
Goździków milczenie tkliwe.

(1909)

* * *

                           С. Маковскому

Твои цветы… цветы от друга,
Моей Испании цветы.
Я их замкну чертою круга
Моей безрадостной мечты.

Заворожу печальным взглядом
Двенадцать огненных гвоздик,
Чтоб предо мною с ними рядом
Из мрака образ твой возник.

И я скажу… но нет, не надо, —
Ведь я не знаю тихих слов.
И в этот миг я только рада
Молчанью ласковых цветов.

Коктебель,1909

KONIEC

                          S.Makowskiemu

Rycerzu miły! Kwiaty w darze,
niosłeś Czarnej Damie dwornie,
by przed władzy jej mirażem,
pochylić głowę  pokornie.

Rycerzu dzielny! Nierozumnie
chciałeś unieść welon szpadą…
Wieniec się uchylił dumnie,
przed grubiańską twą odwagą.

Rycerzu biedny! Tajemnicy
nie poznałeś. Z pola walki
unosisz w swej rękawicy,
tylko strzęp mojej woalki.

(1909)

КОНЕЦ

                   Сергею Маковскому

Милый рыцарь! Даме Черной
Вы несли цветы учтиво,
власти призрака покорный,
Вы склонились молчаливо.

Храбрый рыцарь! Вы дерзнули
приподнять вуаль мой шпагой…
Гордый мой венец согнули
перед дерзкою отвагой.

Бедный рыцарь! Нет отгадки,
ухожу незримой в дали…
Удержали Вы в перчатке
только край моей вуали.

1909

Lumen coeli,  shcta rosa

Raz róża jerychońska jedynie zakwita,
Ale nie każdy może ujrzeć jej kwitnienie.
Ona oczom nabożnym zostaje odkryta
I sercom, które gorzkie poznały zwątpienie.

Kiedy Pan postanowił by Syn, jako człowiek,
Biedy i smutki ziemskie dzielił razem z nami,
Do Betlejem tę różę przynieśli Magowie,
Wraz z kadzidła i mirry i złota darami.

Od tego czasu, w grudniu, kiedy noc zapala
To płonące spokojnie światło Chrystusowe,
Róża swój pąk roztula i ujrzeć pozwala,
Swe płatki w modlitewnym kolorze, liliowe.

A potem, przez dzień cały mam w sercu nadzieję,
Że się nareszcie spełni sen od dawna śniony
I moja dusza w ogniu szlachetnym zgoreje,
Do końca, jak ten kwiat przez Magów przyniesiony.

( przed 1910)

Lumen coeli, sancta rosa! *

Иерихонская роза цветет только раз,
Но не все ее видят цветенье:
Ее чудо открыто для набожных глаз,
Для сердец, перешедших сомненье.

Когда сделал Господь человека земли
Сопричастником жизни всемирной,
Эту розу волхвы в Вифлеем принесли
Вместе с ладаном, златом и смирной.

С той поры в декабре, когда ночь зажжена
Немерцающим светом Христовым,
Распускается пламенным цветом она,
Но молитвенным цветом — лиловым…

И с утра неотступная радость во мне:
Если б чудо свершилось сегодня!
Если б сердце сгорело в нетленном огне
До конца, словно роза Господня!


* Lumen coeli, sancta rosa! — Свет небес, святая роза! (лат.)

* * *

Samotnie w świecie błądzę ja,
Z pełną królewskich marzeń duszą.
Żadne marności mnie nie skuszą
I gorzka jest uroda ma.

Królową na widmowym tronie,
Uczynił mnie przewrotny los.
Spleciona z moich rudych kos
Korona, zdobi dumne skronie.

Lecz śpią w otchłani wieków już
Ci, którzy mogli być kochani,
Dręczeni tak jak ja troskami,
Jak ja samotni w głębi dusz.

Umrę gdzieś, wśród obcej krainy,
Zaklęty się nie przerwie krąg.
Na cóż ta delikatność rąk
I wdzięk imienia Cherubiny?...

1910

* * *

С моею царственной мечтой
Одна брожу по всей вселенной,
С моим презреньем к жизни тленной,
С моею горькой красотой.

Царицей призрачного трона
Меня поставила судьба…
Венчает гордый выгиб лба
Червонных кос моих корона.

Но спят в угаснувших веках
Все те, кто были бы любимы,
Как я, печалию томимы,
Как я, одни в своих мечтах.

И я умру в степях чужбины,
Не разомкну заклятый круг.
К чему так нежны кисти рук,
Так тонко имя Черубины?

1910 г.

WRZECIONO

Kiedy Niedźwiedzica w zenicie,
Nad białym miastem znów zapłonie,
Zaczynam prząść srebrzyste nici,
Na moim proroczym wrzecionie.

Mój czas! Za chwilę klamka szczęknie :
Skrzypnęły schody… szmer za drzwiami…
Kto wejdzie? Obok mnie uklęknie,
By też boleśnie się poranić?

Drzwi się otwarły. Niewidomą
Dziewczynkę widzę w mej alkowie.
Ma dziewięć lat, twarz nachmurzoną
I wianek fiołkowy na głowie.

Witaj zabłąkana królewno!
Przy oknie siądź, weź me wrzeciono.
Może pod rączką twą niepewną,
Wyśpiewa twoją przyszłość ono.

Co tobie? Czemu już nie przędziesz,
A z palców krople krwi spływają…
Ach! Śmierć i miłość ty znać będziesz,
Trzynaście lat zaledwie mając.

         (1909-1910)

ПРЯЛКА

Когда Медведица в зените
Над белым городом стоит,
Я тку серебряные нити,
И прялка вещая стучит.

Мой час настал, скрипят ступени,
Запела дверь... О, кто войдет?
Кто встанет рядом на колени,
Чтоб уколоться в свой черед?

Открылась дверь, и на пороге
Слепая девочка стоит;
Ей девять лет, ресницы строги,
И лоб фиалками увит.

Войди, случайная царевна,
Садись за прялку под окно;
Пусть под рукой твоей напевно
Поет мое веретено.

...Что ж так недолго? Ты устала?
На бледных пальцах алый след...
Ах, суждено, чтоб ты узнала
Любовь и смерть в тринадцать лет.

<1909-1910>

 
 

* * *

O świcie  i za dnia
I mówią mi nocne majaki,
 Że wkrótce umrę ja.

Niedawno, kiedy w sen głęboki
Zapadłam, przysłał do mnie on
Posłańca z pozaziemskich stron:
Był to Faun lekki, czarnooki.

Zbliżył się do mojej pościeli
I rzekł z uśmiechem: ”No cóż, śpisz?
Zakwitło tyle asfodeli,
A ty wciąż pośród żywych tkwisz.

Kiedy się do nas udasz w gości,
Na zawsze rzucisz ziemski gwar?...”
I fletnią wyrobioną z kości
Dotknął leciutko moich warg.

Zostało mi już tak niewiele,
Więc chyba mogę prosić was:
Nie przekwitajcie, asfodele,
Chciejcie zaczekać krótki czas!

 1927

Перевод  Анджея Левандовского

* * *

Все летают черные птицы
И днем, и поутру,
А по ночам мне снится,
Что я скоро умру.

Даже прислали недавно –
Сны под пятницу – верные сны, –
Гонца из блаженной страны –
Темноглазого легкого фавна.

Он подошел к постели
И улыбнулся: «Ну, что ж,
У нас зацвели асфодели,
А ты все еще здесь живешь?

Когда ж соберешься в гости
Надолго к нам?..»
И флейту свою из кости
К моим приложил губам.

Губы мои побледнели
С этого самого дня.
Только бы там асфодели
Не отцвели без меня!

1927